Kierunek Freelance!

…czyli książka Ewy Brzozowskiej i moja freelancerska historia!

Nigdy jeszcze na blogu nie zamieszczałam recenzji i nie opisywałam swoich wrażeń po przeczytaniu książki, czas wiec to zmienić, szczególnie że książka o której mam zamiar napisać, bardzo dobrze wpisała się zarówno w moje zainteresowania jak i moment życia.

Kierunek freelance!

Kiedy dostałam od Ewy książkę, bardzo się z niej ucieszyłam i ochoczo zabrałam do lektury. Od zawsze właściwie mam oczy i uszy otwarte na wszelkie informacje związane z działalnością gospodarczą, życiem freelancerów, stylem i sposobem myślenia kreatywnych osób.

Ja swoją przygodę z prowadzeniem jednoosobowej działalności i freelancem rozpoczęłam stosunkowo niedawno. Pamiętam moment „przemiany” i przejścia z jednego stanu w drugi (pracy na etacie w samodzielną), kiedy zapadły w mojej głowie decyzje i szukałam z wielkim zaangażowaniem choćby skrawków informacji, wskazówek, przykładów, historii, które mogłyby mnie upewnić, że tak, robię dobrze i ta decyzja jest trafna. Trafiałam na naprawdę fajne blogi, podcasty, strony, vlogi, jednak i tak towarzyszyła mi niepewność, a wiedzę gromadziłam na zasadzie informacyjnego kolażu, nie wiedząc czy to, czym dysponuję, wyczerpuje temat, czy też nie.

Moje pierwsze spostrzeżenie podczas lektury? Kurczę, dlaczego nie miałam tej książki wcześniej! Krok po kroku możemy znaleźć w niej wskazówki do tego jak ten freelance ugryźć! O co w nim chodzi i czy od razu musimy się rzucać na głęboka wodę? Jakie są opcje, bo okazuje się ze jest ich kilka, żeby zafunkcjonować na rynku? Jeśli natomiast decydujemy się skakać na głęboką wodę i założyć działalność gospodarczą to i w tej dziedzinie merytoryczne wsparcie odnajdziemy.

Mój osobisty kierunek freelance – czyli jak to się stało, że zostałam firmą

Muszę powiedzieć, że bardzo często w życiu kieruję się intuicją. Zazwyczaj, jeśli podążam za własnymi odczuciami, nie jestem finalnie rozczarowana decyzjami, jakie podejmuję. Stąd moja trochę pokręcona i zawiła historia, ale z pełnym satysfakcji happy endem (spoiler).

Jak pewnie część z Was wie, studiowałam architekturę, ba, studiowałam ją zarówno w Polsce – w Szczecinie, jak i Danii, w Kopenhadze. Chciałam być architektem, w tej pracy najbardziej pasjonowało mnie tworzenie koncepcji i wizualna strona projektów.

W czasie wolnym natomiast, z wypiekami na twarzy, rysowałam, robiłam grafiki, prowadziłam kursy rysunku i zarabiałam pierwsze pieniądze. Niestety musiało minąć trochę czasu zanim potraktowałam tę pasje poważnie i zanim zauważyłam, że jednak można robić zawodowo to, co te wypieki na twarzy wywołuje, a co nie jest ściśle powiązane z kierunkiem studiów.

Zaczęłam więc karierę zawodową w sposób jaki wydawał mi się logiczny – w biurze architektonicznym. Najpierw jednym, potem drugim i kolejnym, szukając tam tego pierwiastka, który spowoduje, że odnajdę twórczą satysfakcję, jakiej mi brakowało.

Kiedy jednak po kolejnym dniu pracy wróciłam do domu i stwierdziłam, że jestem chyba najsmutniejszą osoba jaką znam, postanowiłam coś zmienić i dokładnie wiedziałam, co to będzie! Odeszłam z pracy, zebrałam wszystkie projekty graficzne i ilustracyjne, które tworzyłam po godzinach, w portfolio i ruszyłam na podbój agencji reklamowych – uznałam, że jeśli mam zacząć pracować jako grafik na 100% samodzielnie, to dobrze mi zrobi poznanie realiów i biznesu od kulis i nauczenie się ile tylko mogę od tych, którzy maja większe doświadczenie.

I tu zaczęła się super przygoda! Nareszcie byłam tam gdzie moje przeznaczenie! Mogę się teraz rozkoszować słodyczą twórczej pracy i zbierać gratulacje! Jeśli tak pomyśleliście, to niestety nie tak było. Tempo pracy, terminy, wymagania, krytyka ze strony klientów –  to chleb powszedni, tak jak i ciężka praca, często pod dużą presją. Ale wiecie co? To niezastąpiona nauka i nie zamieniłabym tego czasu na inne doświadczenie! To była dla mnie najlepsza szkoła i kopniak, który pozwolił delikatnej duszy artystycznej, nabrać grubszej skóry realistki. Dowiedziałam się naprawdę dużo o tym, jak pracować z klientem, wyszlifowałam warsztat, poznałam, jak dużo satysfakcji można mieć po ukończeniu tych naprawdę trudnych projektów i nauczyłam tego, że nie warto się poddawać, bo takiej satysfakcji wtedy nigdy nie zaznamy!

I tak, nie wiadomo kiedy, minęło 6 lat. Już po około roku po podjęciu decyzji o przebranżowieniu, równolegle z pracą w agencji próbowałam tez sił w mniejszych projektach, samodzielnie i robiłam wiele projektów sama dla siebie – realizując własne pomysły. Po 6 latach – kiedy już poczułam się pewna w zawodzie i pocztą pantoflową, i przez social media, moje prace zaczęły docierać do wielu osób, a zlecenia stały się już bardziej poważne i absorbujące czas, nastąpił moment kolejnych zmian. Zadałam sobie pytania – czego chcę i co przyniesie mi szczęście? Postawiłam więc na założenie własnej działalności i na siebie.

I tak jest do teraz! Czy mam mniej stresu i mniej pracuje?? HELL NO 😀 jestem czasem totalnie zmęczona, zrezygnowana lub wkurzona, ale jest tak wiele chwil szczęścia, satysfakcji i zadowolenia, że te gorsze od razu idą w niepamięć! Jedno jest pewne, to wszystko robię dla siebie i na swój rachunek, a każde doświadczenie dopisać mogę do historii swojego życia i swojego rozwoju!

Do czego przydała mi się książka?

Niestety (albo stety), jak to zwykle u mnie w życiu bywa, jak już osiągnę jakąś stabilizację i okrzepnę w danej sytuacji, to zaczynam analizować. Myślę o tym, gdzie jestem, czego bym chciała i czy robię na pewno wszystko, co mnie doprowadzi do wyznaczonego celu. Co mogę ulepszyć? Czy dobrze prowadzę swoją firmę, wyceniam projekty i czy dobrze zarządzam czasem? W tym naprawdę idealnym momencie dla mnie, pojawiła się książka Ewy, pozwoliła mi wiele rzeczy usystematyzować i przemyśleć. Ewa jako osoba, która prowadzi swoją działalność, z sukcesem od lat, daje naprawdę przydatne i sprawdzone rady, dlatego z wielka chłonnością te informacje czytałam!

Fajnie poczuć taka energię ze strony autora, który nie tylko podaje wiedzę, ale tez pełni rolę motywatora. U mnie powoduje to podwojenie zapału, a wiedza dużo łatwiej porządkuje mi się w głowie.

Książka na każdym etapie – od samego zalążka myśli o freelancerskiej pracy, po pełnoetatowe prowadzenie własnej działalności, będzie przydatna i przyniesie naprawdę wiele odpowiedzi na kluczowe pytania!

Trzymam więc ją na półce i wiem, że na pewno będę do niej wracać w każdym momencie, kiedy znów zacznę zadawać sobie kolejne biznesowe pytania. Bo freelance, jak to sama Ewa przyznaje, a ja podpisuję się obiema rękami, to nie „leżenie na hamaku z kieliszkiem prosecco w ręku”, ale przede wszystkim ciągłe doskonalenie i praca. Warto więc mieć takie merytoryczne wsparcie!

***

A jeśli właśnie jesteś w momencie „przejścia”, trudnej, firmowej decyzji, albo może jesteś super zadowolona/y z miejsca, w którym się znajdujesz, ale ciekawią Cię tematy małych biznesów kreatywnych, to poniżej kilka moich ulubionych miejsc w sieci, do których zaglądam!
Blog Ewy Brzozowskiej (autorki książki): freelancemama.pl
Podcasty Mała Wielka Firma: malawielkafirma.pl
Blog Weroniki Boruń: mavelo.pl
Blog Hani Połczyńskiej: pineap.pl 
Blog Magdy Ostrowskiej: dopracowani.pl/
Podcasty Andy J. Pizza: creativepeptalk.com
Kanał Fran Meneses: frannerd

  • Wow, nie miałam pojęcia, że taka historia stoi za tą utalentowaną illustratorką 🙂 gratuluję intuicji i odwagi! I dziękuję za wspaniałą recenzję, cieszę się, że książka trafiła w takie dobre ręce 🙂🙂

    • atogrzywa

      To ja dziękuję za piękną i naprawdę przydatną lekturę!! <3

  • cześć! Obserwuję Twój IG od niedawna i uwielbiam wszystko co tworzysz 🙂
    Po przeczytaniu tej recenzji od razu pobiegłam do empiku (akurat dorwałam ostatni egzemplarz!)
    Właśnie studiuję magisterkę z architektury w Poznaniu rozmyślając co dalej – bo do ilustracji od zawsze jakoś bardziej mnie ciągnęło.
    Podobnie jak Ty, zaczynam analizować i szukać odpowiednich dla mnie rozwiązań. Chciałabym, żeby droga związana z freelancingiem okazała się tą słuszną 🙂
    I dziękuję za dawkę inspiracji <3