o rety! #1

czyli co fajnego odkryłam w tym tygodniu?

Tytułem wstępu (jako, że to pierwszy tego typu wpis na moim blogu) chciałabym trochę opowiedzieć dlaczego zdecydowałam się na taką „nieilustracyjną” tematykę. Otóż jako, że bloga traktuję osobiście, a JA to nie tylko ilustracje, to również moda, zakupy, filmy, książki, obserwacje, inspiracje i duuużo przemyśleń o życiu, ludziach, otoczeniu, chciałam na to wygospodarować miejsce, więc zapraszam do poczytania o tym, jaki był miniony tydzień dla mnie.

czarne mydło Babuszki Agafii

Nie jestem jakoś bardzo kosmetyczna. Mam swoich ulubieńców, używam ich prawie od zawsze, wole nie ryzykować i nie eksperymentować. Na koncie mam jednak epizod z koreańską pielęgnacją skóry, naturalne olejki do twarzy i włosów…niestety zawsze, ale to zawsze okazuje się, że moja skóra jest za wrażliwa na to wszystko. Taka moja natura. Bardzo chciałabym wklepywać, wcierać i wmasowywać, pięknie pachnące, różności i bardzo chciałabym później obserwować te spektakularne efekty, które by przyniosły, ale nie służy mi to. W tym przypadku jednak skuszona przez koleżankę, postanowiłam przetestować słynne czarne mydło. Podeszłam do sprawy sceptycznie, ale jak widzicie wymienione jest wśród moich odkryć na pierwszym miejscu, co najlepiej może świadczyć o tym, że to rewelacja! Szczególnie do włosów. Wygląda to trochę jak ciemnozielone morskie glony, konsystencja jest dość glutowata, ale pieni się nieziemsko. Moja przewrażliwiona skóra reaguje super, włosy są błyszczące i nie przetłuszczają się, a ja jestem bardzo zadowolona! W dodatku znalazłam w środku zatopiony listek. Śmiesznie.

w poszukiwaniu równowagi

Nie będę ukrywać, że ostatnio zintensyfikowałam swoje poszukiwania równowagi i balansu w życiu (będzie o tym jeszcze trochę poniżej). Wszystkie więc informacje, artykuły, książki, które ocierają się o ten temat, chłonę jak gąbka. Przeglądając Netflixa, wpadłam na ten film. Dlaczego mi się tak spodobał? Nie mówi on tylko o tym, że ograniczenie posiadanych rzeczy ma na nas pozytywny wpływ, nie namawia do wyrzucania 90% naszej garderoby. Namawia jednak, aby każdą z naszych rzeczy traktować z uwagą, a nabywanie nowych, opierać na faktycznej potrzebie, a nie zastępstwie emocji, bądź rekompensacie czegoś. Pokazuje również przykłady osób, które zmieniły swoje życie w oparciu o zasady minimalizmu (flagowy przykład – the minimalists). W końcu pozostawia nas z pytaniem, czy naprawdę rzeczy i nieograniczone możliwości pieniądza, są tym o co w tym życiu chodzi? Warto obejrzeć i warto przemyśleć.

girl power!

O tym, że dziewczyny mają siłę nie muszę chyba nikomu przypominać! Wonder Woman to film, który widziałam w zeszłym tygodniu w kinie i był super. Cieszy mnie bardzo, że powoli stereotyp wątłej, czekającej na ratunek piękności zastępuje w filmach silna, walcząca o swoje, niezależna kobieta. Takie w końcu jesteśmy i czas to zdecydowanie pokazać!

czasem tak jest, że po prostu trzeba…

Czy dokonuję spontanicznych zakupów – tak. Czy to był właśnie taki – tak. Czy żałuję – NIE! Kocham modę, na swojego portfela nieszczęście. Mam dużo różnych ubrań, a kolekcjonowanie ich to dla mnie ogromna przyjemność. Oczywiście nie gromadzę ich tylko, ale również niezwykłą radość sprawia mi dobieranie ich do siebie i tworzenie różnych zestawów. Czy jest to zgodne z duchem równowagi i minimalizmu? Ciężko mi na to odpowiedzieć, bo po prostu moda sprawia mi ogromną frajdę! Ta bluzka idealnie wpasowuje się w mój styl, to mój najlepszy zakup ostatnich czasów i w dodatku ma BUFIASTE RĘKAWY (fanki „Ani z Zielonego Wzgórza” wiecie o czym mówię!). To kropkowane cudo jest z Zary, jest jeszcze wersja z odwróconymi kolorami. Oby bluzka przetrwała dłużej niż moje różowe spodnie od nich, które mi ostatnio pękły…na łydce😑

czas zadbać o czas

Dużo się mówi o organizacji czasu i planowaniu. Ja również usilnie próbuję dni planować tak, żeby zachować choćby pozory równowagi. Od jakiegoś czasu jednak czułam, że chyba coś nie działa aż tak, jak powinno. Stres i jakiś lekki brak kontroli, a ja lubię tą kontrolę mieć. Mój chłopak zwrócił mi ostatnio uwagę, że mój telefon wiecznie się świeci, ciągle coś w nim mnie o czymś powiadamia. Ja nie widziałam w tym nic złego, chociaż jak się przyjrzałam sytuacji to faktycznie, jem i odbieram wiadomości na messangerze, oglądam film odpisując na maila, zasypiam myśląc o tym, że jak wstanę to muszę odpowiedzieć na kolejnego. Co z tego, że planuję godziny pracy i odpoczynku, jak i tak są one podziurawione tymi rozpraszaczami? Postanowiłam, więc zrobić eksperyment i odciąć mój telefon od wszelkich powiadomień. Wiem, że jest to trochę z cyklu problemy ludzi pierwszego świata, ale niestety przyszło mi się zmierzyć i z czymś takim. Przez ostatni tydzień testowałam planowanie kontaktu ze światem, żeby zobaczyć wiadomość/powiadomienie, muszę intencjonalnie zalogować się i wiedzieć, że w danej chwili mam na to przeznaczony czas. I wiecie co, tak już chyba zostanie. Póki co przez ten tydzień świat się nie zawalił, nikt się nie obraził, a mi nic nie uciekło. Zyskałam za to chwile skupienia, wyciszenia i niepodzielonej uwagi, czego ewidentnie potrzebowałam. Może i wy spróbujecie?

Tak wyglądał mój tydzień. Był dość intensywny, ale ostatnio każdy taki jest! Koniecznie pochwalcie się swoimi odkryciami!


  • Maciej Plater-Zyberk

    Ja zrobiłem zupełnie na odwrót z tymi powiadomieniami. Ustawiłem ich jak najwięcej, dzięki czemu stały się dla mnie transparentne – dźwięk telefonu nie odwraca mojej uwagi, bo zazwyczaj nie oznacza niczego ważnego. A kiedy przychodzi na to pora, przeglądam informacje w mgnieniu oka, większość usuwając, a uwagę skupiając na tych istotnych. Tak czy inaczej zasada jest ta sama – telefon ma być dla mnie, a nie ja dla telefonu.

    • atogrzywa

      Tak, to jedyna słuszna zasada! W innym przypadku naprawdę można oszaleć w wirze tych wszystkich bodźców! :O

  • Ja już od dawna żyję bez powiadomień, Facebooka i Messengera w telefonie 🙂
    „Wonder Woman” genialna!
    Fajnie Cię czytać, ta seria wpisów zapowiada się bardzo ciekawie 🙂

    • atogrzywa

      Dzięki Gosiu! Ja po tym małym detoxie dopiero zauważam, jak dobrym on był pomysłem! Nie sądziłam, że taka mała rzecz może aż tak wpływać na nastrój i samopoczucie! Jak zwykle się okazało, że diabeł tkwi w szczegółach. Cieszę się, że początek serii Ci się spodobał! Będę na pewno kontynuować! <3